czwartek, 6 sierpnia 2015

Błogosławione flirty i filtry

 Fani kochani, nie jest łatwo ustabilizować swojej pozycji na muzycznym rynku, gdy problemem stają się proste wręcz rzeczy. Bycie kobietą też niczego nie ułatwia.
 Wszystko przez A. Jestem wyrozumiałym człowiekiem, nie lubię kogoś ograniczać, nie mówiąc już o niszczeniu cudzych marzeń (!) Któż by pomyślał, że A. zapragnie grać na basie? Któż by przypuszczał, że to nie będzie dobry pomysł?
 Ja nie przypuszczałam. Do czasu...
 Nasze prababki walczyły o emancypację, więc i ja propaguję niezależność. Sądzę, że A. cierpi na podobną przypadłość.
 A teraz cierpimy razem.
 - Fasola, musimy iść po piec basowy, ale nie jest daleko - rzekła A. przed próbą.
 Nie wiem dlaczego mnie okłamała...
 Trudziłyśmy się z tym piecem o wiele za długo. Nikt nam nie pomógł.
 - A., ja już nie mogę. Nerka mi pękła - biadoliłam.

 Wszystko jednak wydaje się przyjemnością przy załatwianiu kluczy od salki prób. Zawsze ten sam schemat:
 - A czemu wy macie próby w wakacje, jeśli wszystkie kółka zainteresowań są teraz zamknięte?
 - Nie jesteśmy kołem zainteresowań...
 - A pytaliście się pani dyrektor, czy możecie grać?
 - Tak (pierwsze kłamstwo)
 - A posprzątane tam macie?
 - Ostatnio sprzątaliśmy (drugie kłamstwo)
 - A zawsze brudno macie...

Wreszcie wracam z A. do domu. Autobusem.
 - Wiesz co, Fasola? Mi nie pasują te przystanki... może pogadam z kierowcą, to mnie bliżej domu wysadzi...
 Ja już nie reaguję. Próbuję się wyciszyć, posklejać nerkę, odkleić się od palącej w oczy szyby...
 A. walczy. 1:0 dla kierowcy. Przegrana A. zajmuje miejsce obok mnie.
 Obie zwracamy uwagę na pewną młodą kobietę siedzącą tuż za kierowcą. Blondynka z elegancko upiętą fryzurą, różową mini, najprawdopodobniej w szpilkach. Z niezwykłym kunsztem kokietowała kierowcę:
 - A pan ma psa?
 - Miałem, ale musiałem uśpić...
 - Ojej... a ja mam. Pewnie już czeka na mnie... jedyny mój mężczyzna...
 - Tak? To ja panią zawiozę jak najszybiej do niego!

Mina A. była bezcenna.
Pani w różowej mini wysiadła przed swoim domem, a A. musiała iść do siebie kilka kilometrów z basem i w południowy ukrop.

 Nie wiem, chyba jednak musimy nauczyć się flirtować. I smarować filtrem. A może  po prostu brzydkie jesteśmy?
 Fasola



A. tak się przejęła, że twarzy nie chce już pokazywać i udaje, że ją perkusje interesują :<

 Psst... bawiliśmy się dziś na próbie w aktorów. Diabli wiedzą, czy coś z tego wyjdzie, ale postaramy się Was rozśmieszyć. Całuję :*











3 komentarze:

  1. Świetny post :D

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. super blog! :)

    follow?
    http://fashionlikealife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ano niestety, umiejętne potraktowanie faceta, ogłupienie go swoimi wdziękami, to jest pół sukcesu, można go sobie łatwo owinąć wokół palca... spokojnie, ja też nie umiem ani flirtować, ani filtrować, co bardziej by mi się przydało :)
    http://sloiczeknutelli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń