czwartek, 14 maja 2015

Majowe wspomnienia

Maj jest piękny! I nie sądzę tak tylko dlatego, że większość z nas budzi się do życia, chodzi na spacery i jeździ na rowerze, bo wreszcie jest ciepło i można wygrzać swoje kości na świeżym powietrzu.
Nie, nie, nie (choć za to również kocham maj). 
Jednak maj budzi przede wszystkim u mnie dobre wspomnienia. Rok temu właśnie, dokładnie w tym samym miesiącu, zaczęłam nowe życie z The Grizzly Ambulance. Naprawdę, nie mam pojęcia, jak radziłam sobie, zanim poznałam chłopaków. Co takiego robiłam? O czym myślałam? Co było dla mnie najważniejsze? Nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Chyba po prostu żyłam marzeniami. 

Początki w zespole nie były łatwe. Długo myślałam nad tym jak uczcić ten rok pełen muzycznych zawirowań, a jednocześnie podzielić się z Wami wszystkimi emocjami, jakie mi towarzyszyły na początku (no dobra, napiszę to, choć zabrzmi mocno narcystycznie) mojej kariery.

Wreszcie wymyśliłam! Pewnie nie wiecie, ale od dzieciaka piszę pamiętnik. Umieszczam więc pod spodem jego fragmenty z dni, które zmieniły mnie i wszystko wokół:

24.04.14r.
Polonistka z mojego liceum spytała się mnie jeszcze przed Wielkanocą, czy mogłabym śpiewać na apelu z okazji zakończenia roku szkolnego tegorocznych maturzystów. Widocznie wieść o moim zwykłym - niezwykłym talencie się rozeszła. Zgodziłam się oczywiście. Nie to, że bardzo ucieszyłam się z tej propozycji. Po prostu robię często to, czego oczekują ode mnie inni. Miałam całą świąteczną przerwę na przygotowanie sobie utworów, które mogłabym wykonać, ale nie chciałam sobie zaprzątać nimi głowy w wolne dni. A jak już musiałam to zrobić, nie udawało mi się ściągnąć podkładów piosenek. Stwierdziłam wtedy „jakoś to będzię Olka”, ale tak nie było... Dziś dostałam (właściwie słusznie) za swoje. Pani strasznie się na mnie wkurzyła i powiedziała:
 - Nie obchodzi mnie to, że nie masz tych linii melodycznych. Przyjdziesz na próbę i już co tam zrobisz, to twoja sprawa. 
Nie chciałam się poddać mimo wszystko. Prawie nigdy tego nie robię. Weszłam do szkolnej auli, gdzie wszyscy już na mnie czekali. Postanowiłam improwizować. Zaczęłam śpiewać a capella „Ciszę i wiatr”. Cała się trzęsłam, ale nie mogłam nad tym zapanować. Ktoś mnie przedrzeźniał i parodiował moje nerwowe ruchy. A ja nie chciałam się tym przejmować. Wyobrażałam sobie wiele ciekawych wizji świata. Jak jadę samochodem wokół Wielkiego Kanionu, jak delektuję się słońcem na wrzosowej polanie, jak zwiedzam Akropol... odrzucałam rzeczywistość, bo jej świadomość jeszcze bardziej by mnie pogrążyła. Ostatecznie chyba wyszłam cało z sytuacji. Jak najszybciej pragnęłam dziś z tamtego miejsca uciec. Jutro do niego powrócę, lecz już przygotowana...


25.04.14r.
Dziś odbył się apel z samego rana. Kilka osób mnie pochwaliło, co było dość miłe. Po przedstawieniu, gdzie moi znajomi z teatru recytowali wiersze o tym, jak smutno im żegnać starszych kolegów ze szkoły, podszedł do mnie Patryk informując, że musi ze mną porozmawiać. W głowie rodziło mi się pełno niepokojących myśli. Zawsze mam przeświadczenie, iż zrobiłam coś nie tak i każdy ma do mnie pretensje. W końcu spotkaliśmy się przy parapecie na przerwie i czekałam, co ten intrygujący człowiek z czarnych martensach z żółtymi sznurówkami i w rozciągniętym swetrze ma mi do powiedzenia.
 - Tak chciałem zagadać – rozpoczął. 
Tępo wpatrywałam się w słodką jagodziankę, którą miałam zamiar zjeść. 
 - Bo chodzi o to... ty wiesz prawda, że mam zespół?
Potwierdzająco kiwnęłam głową. Patryk często spóźniał się na zajęcia teatralne tłumacząc, że miał próbę ze swoją kapelą. 
- No więc muszę cię spytać, czy chciałabyś do nas dołączyć? - Kontynuował. - Słyszałem jak śpiewasz i czuję, że jesteś nam potrzebna. Wiem, że musisz dojeżdzać do Wąbrzeźna, ale w razie problemów z transportem mógłbym cię przywozić na próby z moim kolegą Adamem, bo mamy samochody. 
- Ale wy gracie rocka, a mój głos jest raczej delikatny, nie nadaje się do cieżkiej muzyki – stwierdziłam. 
- Takiego właśnie potrzebujemy! Obecnie mamy wokalistkę, ale mówiliśmy jej, że szukamy mimo wszystko kogoś innego. 
Byłam szczęśliwa, że w końcu ktoś mnie docenił. Szybko przystałam na Patryka propozycję. Nie myślałam o plusach i minusach tego przedsięwzięcia, chciałam choć raz w życiu zaryzykować. Opowiedziałam o wszystkim szkolnym przyjaciółkom, które z zaciekawieniem przyglądały się mojemu entuzjazmowi.
- Teraz będziesz naszą gwiazdą – przepowiadały. 
Ja w tym momencie odczuwałam tylko potrzebę tworzenia. Sławnym się bywa, artystą się jest. A ja zawsze chciałam coś znaczyć dla sztuki. Wracając do domu czułam niepokój. Tak jakby mój błogostan powoli się ulatniał. Co, jeśli to wszystko, to tylko złudzenie? Jeśli Patryk działał pod wpływem chwili, rozmyślił się i już nigdy nie da o sobie znaku życia? Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Wręcz przeciwnie! Szybko dostałam polecenie od niego, by nauczyć się śpiewać te i tamte piosenki. Przypadły mi do gustu i z ulgą stwierdziłam, że mamy podobne upodobania muzyczne, więc nie powinniśmy się w tej kwestii spierać. The Grizzly Ambulance – bo tak nazywa się kapela – gra szalonego rocka, bez nabrzmiałych przekazów o marności ludzkiego życia, bo przecież ono nie jest zawsze takie męczące. Nie mogę ukryć, że czuję wielkie podekscytowanie. Zdaję sobie sprawę, że to początkujący projekt, coś może się nie udać, ale ja zawsze chciałam śpiewać. Gdy byłam małą dziewczynką, tata zabierał mnie na przeróżne konkursy wokalne. Tam próbowałam swoich sił zaczynając od „Puszka Okruszka”, a kończąc na „To nie ja” Edyty Górniak. Pamiętam jak kiedyś pojechaliśmy bardzo daleko w Polskę. Wtedy nie interesowałam się tym, gdzie jesteśmy. Dostaliśmy pokój w jakimś hotelu, gdzie piłam gorącą czekoladę, a potem cały dzień czekaliśmy na moją kolej. Na scenie tliło się słabe światło i nikogo nie mogłam dostrzec wśród publiczności. To była magiczna chwila. Jedna z najpiękniejszych w moim życiu. 
Po szkole o wszystkim opowiedziałam rodzicom. Nie cieszyli się tak jak ja, przyjęli to ze spokojem (żeby nie powiedzieć, że z obojętnością). Tata stwierdził, że sam miał zespół w szkole średniej, więc nie widzi powodów, bym ja go nie posiadała. Mama z lękiem w głosie oznajmiła, że musi najpierw poznać pozostałych członków zespołu, ponieważ nadal miała wyobrażenia, że muzyka rockowa to nic innego jak używki i staczanie się na samo dno. Warunek jest jeden: nie mogę zapomnieć o obowiązkach związanych ze szkołą! Ale raczej to nie będzie trudne...

02.05.14r.
Przez cały tydzień (albo nawet i więcej) ekscytowałam się zespołem. Odkryłam w sobie również uporczywie pesymistyczną duszę. Wciąż zadawałam sobie pytania: „Jak zyskać wsparcie ze strony rodziców?”, „Jak wracać do domu po próbach?”, „Jak pogodzić szkołę z teatrem i zespołem?”. Najważniejszym jednak priorytetem w tamtej chwili było nauczyć się jak najlepiej piosenek The Grizzly Ambulance. Patrykowi chyba też zależało, bym śpiewała z jego przyjaciółmi. Często pytał, jak mi idzie, czy radzę sobie z utworami, czy mam jak dojechać... tak jakby dawał mi do zrozumienia, że we mnie wierzy, co dodawało mi pewności siebie w tych trudnych chwilach. Dziś nadszedł długo przeze mnie oczekiwany dzień. Miałam mieć pierwszą próbę – przesłuchanie. Postanowiłam jechać na umówione miejsce spotkania pociągiem, by nie obciążać rodziców. Taki prezent dla nich ode mnie. Towarzystwa na stacji dotrzymywał mi starszy pan, najwyraźniej trochę zmęczony życiem. Czekałam z nim na transport, który miał zawitać o 15:18. O 15:15 przejechał przez tory pociąg towarowy. 
- Dziadostwo – przeklinał mój towarzysz nastawiony optymistycznie do życia. - Teraz nasz pociąg będzie miał z dziesięć minut spóźnienia. 
Pomyślałam w tamtej chwili: „A tam dziesięć minut!” Próba miała rozpocząć się dopiero o 16:00. O 15:30 usłyszałam dźwięk nadjeżdżającego pojazdu. Koił on moje nerwy. Zdążyłam już poinformować Patryka, że mogę się chwilę spóźnić, ale odczuwałam ulgę mając świadomość, że zaraz ruszę przed siebie. Pociąg okazał się być pospiesznym. Nie zatrzymywał się na mojej stacji tylko gnał dalej w pewnie ciekawsze miejsce od tego, w którym się znajdowałam. Czekałam. O 16:00 zadzwoniła do mnie mama: 
- I co? Dojechałaś? 
Opowiedziałam jej o swojej beznadziejnej sytuacji. 
- Co? - Szczerze się zdziwiła. - To wracaj do domu!
Starszy pan, który najwyraźniej przysłuchiwał się mojej rozmowie pocieszał:
- O 16:18 powinien jechać kolejny pociąg. 
Postanowiłam czekać. Wkrótce wybiła 16:18, 16:20, 16:30... 
- Mamo – zadzwoniłam. - Zawieź mnie na próbę! 
- A nie możesz odmówić? 
- Mamo, oni czekają na mnie od prawie godziny! To bardzo dla mnie ważne... Zdenerwowana zaczęłam opuszczać peron. Nagle usłyszałam znajomy dźwięk nadjeżdżającego pociągu. Szybko zreflektowałam się i zawróciłam. Wsiadłam do przedziału, kupiłam bilet. Wreszcie byłam na miejscu. 
- Najważniejsze, że się nie poddałaś – przywitał mnie Patryk. - Gramy w piwnicy, zaprowadzę cię. 
Pomieszczenie było małe i wilgotne. W nim kilka śmiejących się osób. 
- To jest Ola – przedstawił mnie Patryk. - A to Adam, Rafał, Paweł i Klaudia. 
Od razu miałam zacząć śpiewać. Działałam pod wpływem wielu emocji. 
- I jak? - Spytał po wszystkim Patryk. - Co sądzicie o Oli? 
Czułam się skrępowana. Wszyscy obecni mieli kamienne twarze, jakbym nie wydała z siebie jeszcze żadnego dźwięku, a zaśpiewałam wszystkie już piosenki. Nie byłam przygotowana na taką reakcję. 
- Dobra – mówił dalej Patryk. - Adam, co myślisz? 
- No nie wiem... - zaczął niepewnie chłopak. 
- No ale Adam! Jak nie chcesz się wypowiadać, to równie dobrze możesz grać na gitarze sobie sam w domu!
- No mi się bardzo podobało – wykrztusił w końcu Adam. 
- Paweł, co myślisz? 
Perkusista przyglądał mi się przez moment i zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio. 
- Podobają mi się twoje doły – przyznał w końcu. - Tak ładnie wtedy mruczysz. A czego słuchasz? 
- Rocka, metalu... - zaczęłam wyliczać. 
- No to jesteś nasza dziewczyna! 
- Czyli co, w takim składzie gramy na festynie szkolnym! – oznajmił Patryk. - Następna próba w czwartek. Ola chodź, zawiozę cię do domu.
Chyba się uśmiechnęłam. W końcu coś poszło po mojej myśli. Okazało się, że Patryk nie jeździ samochodem oraz go nie posiada. Mówiąc: „Ja mam auto” czy też „Zawiozę cię do domu”, myślał o swojej mamie, która okazała się być miłą osobą i dobrym kierowcą. 
- Tobie się zaraz skończy ten zespół – przepowiadała swojemu synowi. - Maturę musisz zdać. 
Wkrótce dotarłam do domu, tym razem już bez przygód. 

04.05.14r.
Dziś po szkole miałam iść na próbę zespołu. Problem polegał na tym, że nie poinformowałam jeszcze o moich planach rodziców i obawiałam się ich reakcji. To przykre, że jestem tak ograniczona. 
- Jak zamierzasz wrócić dziś do domu? Ja kończę lekcje o 14:30, a ty co zrobisz, skoro umówiłaś się z chłopakami dopiero na 16:00? - Utrudniał mi życie tata. - Później nie mogę cię odebrać, bo muszę jechać do Torunia i wrócę późnym wieczorem. 
- Co to za zespół, że nagle wszystko dla niego robisz?! - Dziwiła się mama.
- Obiecałam, że będę na próbie, bo występujemy dwudziestego maja!
- Ale Ty wczoraj wróciłaś późno do domu i dziś też chcesz cały dzień biegać po mieście? 
- Dwa razy w tygodniu to za dużo! Musisz zdecydować, czy zostajesz w teatrze, czy w zespole. Chyba nie chcesz zawalić szkoły? 
- Nie chcę – przyznałam. - Ale nigdy was nie zawiodłam z ocenami. 
- Nie o to mi chodzi – wyjaśniał tata. - Ty jesteś ambitna, będziesz nocami się uczyć i jeszcze nam zachorujesz. 
Co za głupie gadanie (!). Nawet jeśli mówili to w dobrej wierze, powinni wreszcie zacząć mi ufać. Obiecali przecież, że będą wspierać...
- Dobra, w takim razie mam jeszcze jedną propozycję – próbowałam się uspokoić. - Wrócę pociągiem o 17:14. 
- Nie mam mowy! Temat zamknięty! - Oburzała się mama. 
- Grażyna, ty tylko umiesz powiedzieć „nie, bo nie”! - Przerwał jej tata. - Dobra, to jest jakieś rozwiązanie. Jak się dziewczyna już umówiła z chłopakami, to nie może być niesłowna... tylko masz to obgadać z tymi muzykami, żeby za tydzień znowu nie było błagania. 
Nie miałam wyboru. Na przerwie musiałam porozmawiać z Patrykiem, by wspólnie uporać się z problemem. Było mi głupio i spodziewałam się, że mój rozmówca powie coś w stylu: „Okej, w takim razie musimy się pożegnać”. Czekał na mnie przed szkołą. 
- Hej Ola – przywitał się. - Miałem przed chwilą lekcje i wiesz co zrobił mój nauczyciel? Miał powiedzieć „Krzywa Wieża w Pizie” a powiedział „Krzywa Wieża w pizzy”. 
Opowiedziałam mu, w jakiej sytuacji się znajduję i moja ciemna strona duszy przybliżała mi pożegnanie się z The Grizzly Ambulance, ale Patryk tylko wzruszył ramionami:
- Nic się nie przejmuj. Zwołam chłopaków i możemy zacząć grać o 14:30. Ćwiczyliśmy nieustannie dwie godziny. 
- Co chcesz teraz śpiewać? – spytał mnie Patryk. - A co mi jeszcze nie wychodzi? 
- Wszystko ci wychodzi. 
- A jeszcze się nie spytaliśmy Oli o jedną bardzo istotną rzecz – przypomniał sobie Paweł. - Odpowiada ci to, co gramy?
- Tak – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Widzę, że Paweł nie jest zadowolony z twojej odpowiedzi... - żartował Patryk. - Wiem, co knujesz, ale Oli nie przekabacisz na swoją punkową stronę.
O 16:20 musiałam opuścić piwnicę. 
- Napisz nam koniecznie, czy pociąg przyjechał, bo będziemy się martwić – nakazał Patryk. 
Przyjechał. Pospiesznie wsiadłam do niego, jakby był ulotnym zjawiskiem. Poinformowałam chłopaków o moim szczęśliwym dotarciu do domu. Później dostałam wiadomość od Patryka: „ Dziś dałaś czadu. :) Już nie mogę doczekać się kolejnej próby.”


05.05.14r.
Dziś Jędrek i Miki ogłosili próbę Pokoju Numer 12. Postanowiłam opowiedzieć im o swoich planach dotyczących The Grizzly Ambulance. Z jednej strony było mi głupio, że ich opuszczam. Wiązałam z tym zespołem wiele wspomnień i marzeń. Oczywiście mogę dalej przyjaźnić się z chłopakami, ale nie wiem, czy oni będą na to gotowi... z drugiej strony jestem zadowolona, że w końcu wzięłam sprawy w swoje ręcę. Nigdy nie wyrażałam głośno swoich uczuć, nie okazywałam złych emocji, bo bałam się jak odbiorą to inni. Co jeśli przeze mnie ktoś poczuje się gorzej? Jeśli sprawię mu przykrość? Przez to czułam się nieszczęśliwa, bo nie mogłam robić tego, co chciałam. A dziś przeskoczyłam samą siebie. Wiem, że zachowałam się egoistycznie, myślałam tylko o sobie, ale teraz czuję się wolna. Już nie muszę udawać. Miki był bardzo poirytowany. Najwyraźniej nie spodziewał się, że kiedyś ogłoszę swoje odejście. Mówił, że ich zdradziłam, że wybrałam łatwiejszą drogę, zamiast trudzić się prawdziwą muzyką. Z każdym słowem marniałam w jego oczach. Jędrek chyba mnie rozumiał. Uszanował moją decyzję i życzył mi powodzenia. Miałam ochotę pierwszy raz w życiu go wyściskać. Ciasny o kamiennej twarzy nic nie powiedział. Siedział za perkusją i bawił się pałeczkami. A Anita była przy mnie. Wiem, że mnie wspiera. Chłopaki chcieli zagrać na szkolnym pikniku w ich szkole. Obiecałam, że z nimi wystąpię, nie zostawię ich w tym dniu. Już tylko tyle mogę dla nich zrobić...


20.05.14r.
Kilka dni temu Patryk napisał na oficjalnej stronie The Grizzly Ambulance taką informację: „20-ego maja gramy na festynie szkolnym. Wpadajcie, bo na wokalu będziecie mogli usłyszeć Olę Góralską – głos, od którego ma się ciarki!” Byłam bardzo mile zaskoczona. Wiedziałam, że nie mogę zawieść chłopaków. Dziś wreszcie nadszedł ten dzień. O 11:00 Paweł, Rafał, Adam, Patryk i ja spotkaliśmy się przed salką, w której mamy próby, by załadować instrumenty do busa. 
- Jak tam? Jest stres? - Spytał mnie Paweł. 
- Raczej mobilizująca trema. - Przyznałam.
Nasz występ zaczęliśmy od zagrania „Black sheep”, potem „I'm freak”, dotarliśmy do połowy „Seven Nation Army” i... nagle zabrakło prądu. Nie wiedziałam, co się dzieje. Wszyscy spoglądali na siebie z widocznym zmieszaniem. Wkrótce awaria została naprawiona, śpiewałam „Sixteen saltines” i... znowu to samo (!). Miałam ochotę się poddać, podziękować za występ i porzucić mikrofon. Podeszła do mnie znajoma z byłej szkoły i tępo spytała:
- Hej, czemu nie gracie? 
Miałam ochotę ją uderzyć. Całe szczęście chłopaki nie stracili dobrego humoru tylko postanowili działać. Dopiero niedawno zauważyłam, że nasze życie nie jest fundacją spełniającą marzenia i bardziej przypomina tor przeszkód. Tłumiłam w sobie emocje. Publiczność nadal była zdziwiona i w skupieniu czekała, co zrobimy. Rafał nastroił swoją akustyczną gitarę i zagrał „Ordinary love”. A ja zaśpiewałam. Już bez prądu, ale przecież nic nas nie mogło powstrzymać! Poczułam się tak naprawę dopiero w tamtej chwili częścią zespołu. Daliśmy radę. Dotrwaliśmy do końca! Przyjaciele ze szkoły gratulowali nam udanego występu. Zdawałam sobie sprawę, że dzisiejszy dzień był testem, czy nadaję się jako wokalistka TGA. I chyba go zdałam... 
Kolejna komplikacja pojawiła się, gdy jechaliśmy już przed siebie, a ja uświadomiłam sobie, że nie ma w plecaku mojego telefonu. 
- Musisz wrócić na rynek! - Stwiedził Patryk. 
- Wiecie, że mam bardzo optymistyczne podejście do życia – wtrącił się Paweł. - Ale nie sądzę, że go tam jeszcze znajdziesz. 
Znowu musiałam się denerwować. Telefon był nowy i dostałam go od taty. A poza tym nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Postanowiłam wrócić do miejsca, gdzie graliśmy koncert. 
- Niech ktoś z nią tam idzie! - Nakazał Patryk. - Ja nie mogę, bo chyba mam gorączkę z tego wszystkiego. 
Poszedł Adam. Próbował żartować i uspokajać mnie, ale trochę się martwiłam. I byłam na siebie zła. Na dodatek nie wiedziałam, gdzie mogłam zostawić mojego samsunga, a na rynku znajdowało się wiele osób. Adam liczył zarobione dziś przez nas pieniądze. Przed występem wraz z Patrykiem postawił przed nami słoik, na którym nakleił kartkę „Zbieramy na nagranie płyty”. Hasło najwyraźniej się spodobało, bo zebraliśmy 55 złotych. Okazało się, że telefon zostawiłam na ławce. Pewien uczciwy pan zauważył go i oddał Magdzie, a ona przekazała mi. Przedtem zadzwoniła do mojego taty (choć nie wiem, co ją do tego skłoniło) i opowiedziała mu o całym zdarzeniu, co on skwitował: „Ale z Oli jest guła!”. Z ulgą wróciłam do zespołu. Chłopaki nie wierzyli, że znalazłam swoją zgubę. I mianowali mnie oficjalnie Gułą... Bardzo się z tego śmieli, a ja nie miałam siły na nich się wkurzać. Wieczorem Patryk wysyłał mi komentarze, które dotyczyły mnie i dzisiejszego występu. Jedna jego koleżanka napisała: „Ola mam cudowny głos”, druga: „Po pierwsze: Patryk - miałeś głupawe okulary, po drugie: Ola daje radę i dobrze się rusza, chodzi, patrzy na was. Wielkie plusy! Jaram się. Paweł też ogarnia gary.”
Igor: „Zmiana wokalu na plus. TAKI WIELKI PLUS, ŻE JA JE*IĘ! Zaje*ista jest! Nie dość, że śpiewa dobrze, to jeszcze się rusza, a nie stoi jak kołek! Propsy, propsy, propsy! Z nią od razu wam wyszło granie, tak ogółem.  trzymam kciuki za was!” 
Ala: „Oj Ola, pięknie zaśpiewałaś. Pewnie zespół jest z Ciebie dumny.” 
Globi: „Ola Fasola, świetny występ!”
Patryk na oficjalnej stronie naszego zespołu napisał: „Mimo problemów z zasilaniem udało nam się dziś zagrać do końca! Dziękujemy za wparcie i korzystając z okazji chcielibyśmy powiedzieć, że Ola zostaje z nami w zespole na stałe. Jednocześnie dziękujemy Klaudii za nieoceniony wkład w rozwój The Grizzly Ambulance. Bez Ciebie nas by tu nie było!” Jestem taka bardzo szczęśliwa! Wreszcie wszystko poszło tak, jak chciałam. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego scenariusza. Wszelkie wątpliwości mnie opuściły. Teraz już wiem, że bycie częścią tego zespołu jest moim powołaniem. Nic nie dzieje się przez przypadek.


Przypominam, że za tydzień mamy koncert w Toruniu! Jeszcze raz gorącą na niego zapraszam <3
Całuję :* 
Olka





niedziela, 3 maja 2015

Uwaga koncert!

  Mimo ogólnego Weltschmerzu, zbliżających się matur oraz wyborów prezydenta mam dla Was dobrą wiadomość (a przynajmniej ja się z niej cieszę). 
  Otóż The Grizzly Ambulance zagra koncert już 21 maja o 20:00 w toruńskim klubie Dwa Światy. Wszystkich chętnych i ciekawych wrażeń serdecznie zapraszam na nasz występ, tym bardziej, iż gwiazdą wieczoru będzie indie rockowa kapela ze Świecia, którą będziemy supportować. Szykuje się więc noc pełna wrażeń! :)
  30daysofline tworzą po polsku, a ich muzyka kojarzy mi się trochę z utworami Mikhaela Paskaleva. Pewnie pomyślicie "oj, co ona znowu z tym kolesiem", ale to jest prawda! Gorąco zachęcam Was do posłuchania piosenki pt. "Otępiały", mówiącej, jak to zwykle bywa, o miłości. 
  Jeśli nawet to Was nie zachęci, to dodam na koniec, że nasi polscy artyści są bardzo przystojni! :)
Link do wydarzenia znajdziecie tu: https://pl-pl.facebook.com/events/1608000219416184/
A utwór "Otępiały" pod spodem: 
  
  Pozdrawiam wraz z przyjaciółkami blogerkami :)




piątek, 24 kwietnia 2015

Ola Fasola is a Tramp!

  Tydzień temu ja oraz Patryk sprawdzaliśmy swoje umiejętności w szkolnym "Mam talent". Wykonaliśmy cover Franka Sinatry "The Lady is a Tramp" (choć w wersji, którą śpiewa Tony Bennett oraz Lady Gaga). Była to dobra próba przed prawdziwym "Mam talent"! Wysłaliśmy nasze zgłoszenia i teraz czekamy na efekty :)
  Sądzę, że dobrze się bawiliśmy prezentując ten magiczny utwór, który opowiada o eleganckim mężczyźnie oraz jego zbuntowanej kochance. Chyba dobrze wpasowaliśmy się w swoje role haha :D
Nawet nie przypuszczałam, że w naszej szkole jest tylu utalentowanych osób:3 Wspaniale! 
  Czuliśmy się bardzo zaszczyceni, że mogliśmy razem wystąpić jako pierwsi i poza konkursem (Patryk był niestety/stety w jury). 


A teraz oryginał: 


Powiedzmy, że wykonaliśmy to tak samo xDD
Miłego weekendu i wogle :3
Ola 

piątek, 17 kwietnia 2015

Live Session

Heej :>
Po długiej nieobecności wrzucam nasze nagranie. Sądzę, że oglądając sesję znajdziecie odpowiedzi na nurtujące Was pytania. 
Występ rozpoczęliśmy od wykonania "I'm freak", ponieważ jest to pierwszy utwór The Grizzly Ambulance, który opowiada o emocjach, jakie towarzyszą pierwszemu zauroczeniu :3
Bardzo się cieszę, że mieliśmy okazję stworzyć taki projekt, bo pozmienialiśmy trochę brzmienie naszych piosenek i zauważyłam, że w tych klimatach czuję się dobrze. 
Zastanawialiśmy się, jak nasi wierni słuchacze odbiorą tego rodzaju eksperyment i czy będziemy musieli pozostać przy tego typu aranżacjach. Ja osobiście nie miałabym z tym problemu. Ale z drugiej strony... nasze koncerty dają mi tyle pozytywnych emocji! Jestem szczęśliwa, kiedy wracam po naszych występach do domu zmęczona ale podekscytowana. 


Gdybyśmy mieli w wyczerpujący sposób odpowiadać na wszystkie pytania, sesja trwałaby nie pół godziny, a pół dnia (!) Lecz po to prowadzę tego bloga, aby dopełniać w nim wiele spraw. 

O genezie nazwy naszego zespołu krąży wiele legend. Ale prawda jest taka, że po prostu chcieliśmy brzmieć tak, aby każdy nas zapamiętał. Zawsze mnie bawi, gdy ktoś pyta się mnie "Co oznacza The Grizzly Ambulance?". Odpowiadam wtedy, że po polsku brzmiałoby to "Ambulans Grizzly" i nie zawsze spotykam się ze zrozumieniem... :D Może stalibyśmy się bardziej popularni pod nazwą "Budyń" albo "Ola Fasola"? Że też nikt wcześniej na to nie wpadł... 

Czy często się sprzeczamy? Oczywiście, że tak! Nawet przed samą sesją się kłóciliśmy (Adam śmiał się, że wyglądam jak farmer w tych ogrodniczkach, a Patryk dodał, że paski będą mnie pogrubiać w telewizji...). 
Często śmieję się z naszych sprzeczek. Spędzamy ze sobą tak wiele czasu, że chyba możemy sobie powiedzieć wszystko. Te małe konflikty wynikają z różnych przyczyn, np. gdy zapomnę wziąć z sobą mikrofonu (to ostatnio moje ogromne fatum) albo Paweł nie pojawi się na próbie, bo "nie wie, że miała się odbyć".

Jak rozpoczęłam swoją przygodę ze śpiewaniem? Wydaje mi się, że po raz pierwszy wystąpiłam na balu karnawałowym organizowanym przez moją mamę. Miałam wtedy jakieś pięć lat. Śpiewałam piosenkę grupy Las Ketchup "Asereje" i tańczyłam do niej tak, jak te zgrabne panie w teledysku. Sądzę, że publiczność miała ze mnie niezłą polewkę. Dzięki mamo! 
Zawsze chciałam zostać gwiazdą (!) Pisałam własne teksty, bardzo melancholijne i zmuszające do refleksji:

"Odkąd jesteś tu - poznałam Cię
Odkąd byłeś tam - wiedziałam, że
To Ty, mój jedyny ze snu.
Ale wiem, że to
Zakazane jest.
Ty Adam, ja Ewa
Ona diabłem jest.
Zakazany owoc jak w Biblii
Kusi nas..."

Miałam wtedy jakieś 8-9 lat... Oprócz tego nakręcałam własne teledyski i odgrywałam recitale na podwórku dla babci, dopóki nie zawstydził mnie listonosz.

Kto jest u nas taki kreatywny?  Przeważnie Rafał albo Adam przychodzą z pomysłem na nowy utwór i prezentują nam jego fragment. Wtedy reszta z nas mówi "Bierzemy to!" i pracujemy nad dalszą częścią piosenki. Paweł pracuje nad perkusją, a Patryk nad basem. Takie działanie zajmuje nam zwykle z 2-3 próby. Jak na razie ten sposób się sprawdza. 

Co nas w życiu inspiruje? Każdy z nas słucha innego rodzaju muzyki. Jack White to idol Patryka i Adama. Również dzięki nim poznałam twórczość The Dumplings, Paramore, Warpaint czy też Florance and The Machine, bo wcześniej żyłam punkiem i metalem, choć pewnie ciężko w to uwierzyć... 
Oprócz tego uwielbiam utwory z okresu dwudziestolecia międzywojennego, szczególnie Adama Astona <3 
Rafał i Paweł słuchają ciężkiej muzyki i chcieliby grać mocniej w TGA. Nie mam pojęcia, jak dałabym sobie radę w śpiewaniu growlem... Nie chcę sobie tego nawet wyobrażać (!) 

Plany na przyszłość? Mogę tylko wypowiedzieć się na temat tych najbliższych. Mamy zamiar spróbować swoich sił w "Mam talent", nakręcić teledysk do "Jesiennej dywersji", a Patryk musi zdać maturę! Ale zero presji Patryk! XD

Jak zwykle czekam na Wasze opinie i pytania. 
Trzymajcie się ciepło <3
Ola




niedziela, 5 kwietnia 2015

GrizzlyNoc

Pewnie tych, którzy odwiedzają często mojego bloga, dziwi niewyjaśniona zmiana wyglądu budyniowej strony. Już Wam wyjaśniam co i jak - to sprawka Adama! No cóż, ja lubię pisać, a on projektować. I chwała mu za to! :D
Ale patetycznie się zrobiło. I dobrze, bo przecież dziś mamy Wielkanoc. Alleluja (!) Nie zacznę od życzeń, tylko od śmiesznej (a może i nie) anegdotki.
Przynajmniej dla mnie jest zabawna...
Otóż w życiu The Grizzly Ambulance czasem zdarzają się zaskakujące chwile. Moja przyjaciółka dzwoni, że właśnie słucha z rodziną naszych utworów (co było bardzo miłe, oby więcej takich wiadomości Majka!), a Adam skarży mi się, że idąc z Patrykiem spostrzegł, jak jakiś starszy pan robił chłopakom zdjęcia z balkonu (!) Może po prostu testował nowy aparat, a może i nie! Może jest naszym fanem? Olaboga! :D
W wakacje przeżyłam najmilszą chwilę w życiu. Szłam sobie beztrosko na próbę, aż tu nagle podeszła do mnie jakaś mała, słodka dziewczynka i powiedziała "Bardzo ładnie śpiewasz". 
Mówię Wam, dla takich chwil jak tamta warto tworzyć! Dziękuję Ci mała, słodka dziewczynko! Mam nadzieję, że jak podrośniesz, przeczytasz mój wpis o Tobie i zostaniemy przyjaciółkami :> 
A teraz zdjęcie adekwatne do opisywanych przeze mnie sytuacji. Oto Adam i Patryk w blasku oślepiającej sławy: 


Przejdę lepiej do wielkanocnych życzeń. Nie jestem w tym dobra, więc może po prostu wrzucę tutaj zdjęcie, które obrazuje moją miłość i poświęcenie względem Was: 



Tak, dla Was przeszłam przez stoisko z różnego rodzaju budyniem i uwieczniłam tą chwilę! Fuuu 
:< 

A tak całkiem poważnie, to życzę Wam, żebyście spełniali swoje marzenia i mieli siłę do ich realizacji. Aby nikt z Was w przyszłości nie powiedział ze smutkiem "kurcze, a mogłem tyle zrobić!". 

Co nowego u Grizzly? Po świętach na pewno nie będziemy się obijać! Mamy w planach stworzenie nowego teledysku z pomocą naszego przyjaciela. Gorąco zachęcam do odwiedzania jego bloga: jakubszkolyk.com. Kuba ma sto pomysłów na minutę i na dodatek napisał miłe rzeczy o nas, więc muszę się tym tutaj pochwalić! :>

No i z Patrykiem przygotowujemy dla Was małą niespodziankę. Wkrótce będziecie mogli zobaczyć nas w całkiem innej roli ;) 
Nic Wam już więcej nie zdradzę! Musicie mnie częściej odwiedzać. 
A teraz, aby podkreślić swoją nieprzewidywalność, wrzucam piosenkę, tym razem nie The Grizzly Ambulance! Tak sobie pomyślałam, że pogoda nas w te święta nie rozpieszcza, więc czytajcie mojego bloga i słuchajcie ze mną Mikhaela Paskaleva. Moja przyjaciółka uważa, że to jedyny przystojny mężczyzna w wąsem i trudno się w tym przypadku z nią nie zgodzić. Mam nadzieję, że kiedyś stworzę z nim wielki przebój (!) 
Cieszcie się więc świętami i słuchajcie ze mną "Jive Babe"! Nie wiem czemu, ale mocno bawi mnie ten teledysk :D 
A Wy z kim chcielibyście zaśpiewać w duecie? 
Ściskam i całuję 
Ola :> 



czwartek, 2 kwietnia 2015

Grizzly w telewizji

Cóż to był dzisiaj za zwariowany dzień! Wykonaliśmy nasze piosenki w odmienionych wersjach pod czujnym okiem kamer. Dla The Grizzly Ambulance było to całkowicie nowe doświadczenie. Myślałam sobie "ee tam, co to dla nas? Zwykły występ, tylko nagrywany", ale gdy rozpoczęliśmy pracę, to nagle zaczęłam się stresować. 
Mam nadzieję, że dobrze nam poszło. Sądzę, że wywiad z nami wyszedł całkiem śmiesznie. Padło kilka ciekawych pytań dotyczących przyszłości The Grizzly Ambulance. Sama na dobrą sprawę nie wiem, jak nasz los się dalej potoczy. Jestem urodzoną optymistką, więc to naturalne, że wierzę w sukces zespołu. Cieszę się, że wszystko idzie po naszej myśli i póki co pniemy się w górę. Jesteśmy na dobrym etapie. 
YAYWOOHOOO!

Po świętach sami ocenicie nasz występ. 
Nie mogę się już doczekać efektu końcowego dzisiejszych zmagań The Grizzly Ambulance. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :>




Na zakończenie chciałabym w imieniu The Grizzly Ambulance podziękować naszej ekipie telewizyjnej! To fantastyczne, że na swojej drodze wciąż spotykamy osoby, które uczą nas czegoś nowego. Co my byśmy bez nich zrobili? 

Życzę Wam wesołych i słonecznych świąt! Widzimy się z nowym nagraniem!
Ściskam mocno <3
Ola 

środa, 1 kwietnia 2015

Budyń waniliowy = budyń śmietankowy

Nie wiem, czy wiecie, ale wczoraj obchodziliśmy ŚWIATOWY DZIEŃ BUDYNIU! Bardzo dobrze się składa, że tak ważne święto dla każdego "budyniożercy" (mamy tu takich?) przypada kilka dni przed Wielkanocą. Postanowiłam zignorować fakt, że każdy katolik pości w tym czasie i... obżerałam się budyniem. Z tego wszystkiego zapomniałam Was wczoraj poinformować o całym tym wydarzeniu i przyznaję, że nadal nie wiem, czym w smaku różni się budyń śmietankowy od waniliowego ;o 

To dobry czas, by pochwalić się swoim  kubkiem z logo Grizzly - prezentem urodzinowym od chłopaków <3

Nie myślcie sobie, że współpraca z nimi, to sama przyjemność! Oto, co można zobaczyć na jego odwrocie... 

Ten kubek przypomina mi o przypadkowych zdarzeniach, z których wyszłam obronną ręką. Sama nie mam pojęcia jak... mogłabym o nich napisać książkę o grubości "Lalki" Bolesława Prusa, choć byłaby to zapewne żałosna powieść. Może skomentuję to tak: cieszę się, że nadal żyję, a wszystkich z mojego otoczenia podziwiam za ogrom cierpliwości względem mnie. 

Teraz się zastanawiam... po co ja to piszę? Kogo to interesuje? 
Słowo się rzekło: to nie jest kulinarny blog, dlatego też kończę swój wywód na temat budyniu. 
Niektórzy być może pochwalą ten wpis, nawet go nie czytając, ale dla tych najbardziej wytrwałych zostawiam najważniejszą wiadomość na końcu: jutro nadejdzie długo oczekiwany przez The Grizzly Ambulance dzień. Chwilę swojego cennego czasu poświęci nam  miejscowa kablówka. Zagramy nasze utwory w nowych aranżacjach oraz opowiemy trochę więcej o sobie. Sądzę, że wkrótce pojawi się cały materiał na blogu, więc już teraz gorąco zachęcam do oglądania. Trzymajcie za nas mocno kciuki! 


A tak poza tym to Prima Aprilis! Wspominałam już wcześniej, że nie lubię budyniu. Wszystkie paczki tego deseru są nadal zamknięte, więc chętnie się nimi z Wami podzielę. 
Pozdrawiam gorąco :>
Ola